Ivo i Kura przyglądają się czasem sceptycznie, czasem z rozbawieniem, zazwyczaj ze zrozumieniem - obcym krajom, obyczajom i ludziom, pomiędzy którymi przyszło im mieszkać
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Autorami wszystkich zdjęć zamieszczanych na tym blogu są Ivo&Kura
poniedziałek, 07 czerwca 2010
Telereanimacja

Mieliśmy pacjenta na OIOMie. Ciężko chory, ale już  oddychał samodzielnie, jakoś się trzymał. Kilka dni temu doszło do zatrzymania krążenia. Dwóch młodych lekarzy przez ponad godzinę go reanimowało. Dyżurny ordynator, specjalista z trzech dziedzin, był w domu pod telefonem. Uznał, że udzielanie porad przez telefon to lepsze wyjście niż przyjazd na oddział. Zabrakło mi słów gdy o tym usłyszałem. Jestem szczęśliwy, że to nie ja miałem wtedy dyżur.

czwartek, 03 czerwca 2010
Pierwszy raz

Umierali mi już pacjenci. W schockraum, po wypadkach, zdarzalo się. Ale po raz pierwszy zmarła mi pacjentka, którą osobiście, 40 minut wcześniej przyjąłem na OIOM. Wtedy nic jeszcze nie zapowiadało tragedii. Była wcześniej 8 godzin na ostrym dyżurze na wewnętrznym, krwawiła z górnego odcinka, ale gastroenterolog nie widział potrzeby nagłej gastroskopii. Dostała 4 konserwy miała Hb 10 i przenieśli ją do nas aby się ustabilizowała. Miała dwa wenflony i nic więcej. I jak mój bardziej doświadczony kolega anestezjolog z oddziału obok akurat dostał wezwanie do reanimaji na innej klinice zostałem sam.

Akurat zakładałem jej arterię, kiedy jej stan zaczął się pogarszać. Przestała oddychać, ciśnienie zaczęło spadać. Set do intubacji już mi przygotowywali, łóżko w pozycji do reanimacji i wtedy się zaczęło. Terminalne krwawienie, z nosa, ust. Kazałem ściągnąć awaryjnie do pomocy głównego anestezjologa z sali operacyjnej i próbowałem intubować w morzu krwi. Kolega zjawił się po chwili, pomógł zaintubować, i reanimowaliśmy dalej. Po niecałych 5 minutach zjawili się ordynatorzy, którzy przyszli akurat do pracy. W cywilnych ciuchach, narzuconych szybko fartuchach zaczęła się walka. Po półtorej godzinie, gastroskopii podczas reanimacji, morzu transfuzji musieliśmy dać za wygraną.

Wiedziałem, że na OIOMie będą mi umierać pacjenci, ale co innego chorzy po transplantacjach, ciężkie sepsy, a co innego pacjenci, z którymi przed chwilą rozmawiałem. I nie pociesza mnie fakt, że miała MNGIE Syndrom i spędziła wcześniej 8 godzin na wewnętrznym.

środa, 02 czerwca 2010
Miejsce pracy

Tak jak sobie wymarzyłem, od niecałych dwóch lat pracuję w klinice uniwersyteckiej na chirurgii urazowej. Po rozpoczęciu specjalizacji półtora roku pracowałem na oddziale, izbie przyjęć i oczywiście na sali operacyjnej. Jednak od miesiąca rezyduję na oddziale intensywnej terapii i już piszczę za naszą urazówką. Oficjalnie do specjalizacji chirurg urazowy/ortopeda potrzebujemy pół roku intensywnej terapii, ale mój szef uznał, że to za mało i wysyła nas na roczną banicję.

Na intensywnej jest wszystko inne, pielęgniarze i pielęgniarki są trochę mniej mili (albo mi się tylko tak wydaje), a medycyna jest jak dla mnie jeszcze z kosmosu. Po półtora roku na urazówce czuję się tam jakbym nigdy nie miał do czynienia z medycyną. Pacjenci po transplantacjach wątroby, tętniakach aorty i inne naprawdę ciężkie przypadki powodują, że na razie czuję się tam bardzo, ale to bardzo niepewnie. A mam już za sobą dyżury nocne, gdzie jestem sam na oddziale... Fakt, jest trochę bardziej doświadczony kolega anestezjolog na oddziale obok, ale nie ma ordynatora, ani specjalisty z anestezjologii pod ręką.

 

 

20:18, kura_rafal
Link Dodaj komentarz »
Powrót po latach

Minęły prawie trzy lata od ostatnigo wpisu. Wiele się zmieniło. Skończyłem studia, dwa lata temu, dostałem pracę o jakiej marzyłem - w swojej Alma Mater, a co najważniejsze od prawie roku jestem bardzo szczęśliwym tatą małej Poli. Myślę, że nadszedł czas, aby reaktywować bloga. Będę pisał głównie o pracy, a może uda się namówić Ivo aby pisała rodzinnie.

20:04, kura_rafal
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 października 2007
Jesiennie i zimno?

 

Wymarzona pora na ciepłe światło i ciągle nowe światy czytanych w wolnym czasie książek.

 

 

czwartek, 14 czerwca 2007
Lato upał letnie drogi
 
poniedziałek, 11 czerwca 2007
Letnia gorąca kawa
 
Lato i upalne dni nadeszły tak szybko, że nawet nie zdążyłam założyć wiosennej kurtki, a już rozstawialiśmy stolik pod ogrodową wiatą - czas na weekendowe śniadania na świeżym powietrzu i kawę z widokiem na senny las.

niedziela, 18 marca 2007
Parę wyjaśnień

Minęło już dużo czasu, kiedy ostatnio tutaj pisałem. Gwoli ścisłości należy się więc parę wyjaśnień. Po weselu zacząłem staż w klinice, ale przede wszystkim rozpocząłem nowy projekt www. Ja, mój były trener oraz oczywiście Ivo stworzyliśmy stronę www, o tym co było kiedyś moim całym życiem (no, prawie całym), a teraz jest już tylko dodatkiem (i bardzo dobrze).

www.time-out.pl zabiera nam bardzo dużo czasu, poza tym Ivo zaczęła administrować kilka stron www i brakło czasu na pisanie bloga. Ale pomimo tego natłoku spraw mam zamiar znów coś pisać.

 

21:26, kura_rafal , domowe
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Zimowy ocean

 Z krótkiego pobytu w Bretanii zostały nam muszle, które Kura ciągle zapomina wyjąć z plecaka i lata z nimi na uczelnię i w ogóle wszędzie, cidre - prawdziwy bretoński i pudełko bretońskich, a jakże, ciasteczek maślanych.

I oczywiście - to uczucie nieskrępowanego oddechu, i oczekiwanie, że usta nadal będą słone od bryzy - jeśli się je teraz obliże.

Niewiele?

 

(4 grudnia 2006)

czwartek, 07 grudnia 2006
co za rok!

Kiedy normalnie od listopada nie mogę doczekać się 6 grudnia - bo to dla mnie czas graniczny - gdy można już zacząć piec pierniki i dekorować chałupę aniołkami i gwiazdami - tak w tym roku nic! no żadnych bożonarodzeniowych ciągotek!!

Dekoracje ciągle spakowane na dnie szafy, za oknem coś pomiędzy wiosną i wczesną jesienią, świąteczny nastrój pewnie śpi razem z filcowymi reniferami we wspomnianej szafie.

Wczoraj przypadkiem znalazłam się na francuskim Marché de Noël - i poczułam się jak w innym świecie - przez te kilka minut otoczona zapachem prażonych migdałów i grzanego wina - uśmiechnęłam się do myśli o nadchodzących Świętach i do dzieci stojących w kolejce do Świętego. Potem wsiadłam do pociągu i magia minęła. Nietrwała ta magia w tym roku.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30